Zaczęłam ten blog wiele lat temu, długo przed erą social mediów, filtrów i AI. Fitness nie był wtedy aż tak popularny, a informacji było niewiele. Karate było wtedy moim życiem, a ciężarki uwielbiałam. Miałam wiedzę i doświadczenie, którymi mogłam się dzielić.
Potem rozpoczęło się prawdziwe życie. Wróciłam do szkoły, urodziły się dzieci i nowe obowiązki przejęły stery. Nie mogłam już poświęcać ćwiczeniom tyle uwagi co wcześniej, więc zaczęłam się zastanawiać: jak mam pomagać innym, skoro sama nie wyrabiam?
W międzyczasie media społecznościowe eksplodowały. Więcej filmów. Więcej ludzi zaprzeczających sobie nawzajem. Więcej walki o uwagę. Dziewczyny zbyt młode, by rozumieć poporodowe realia kobiecego ciała, udzielające rad o „transformacjach”, których nigdy nie przeżyły, i suplementach, których nigdy nie stosowały. Często zadawałam sobie pytanie: Jak to zrobiłaś? Jak „odmieniłaś” ciało po ciąży, której nigdy nie było? Jak pogodziłaś myśli?
Ciąża zmieniła moje ciało w sposób, którego nie da się w pełni opisać. Nauczyła mnie więcej o sile niż sztanga na siłowni. Nie przestałam trenować. Próbowałam znowu nagrywać. Ale czułam presję, by dopasować się do narastających „standardów” social mediów. Gdzieś w tym kołowrotku się zagubiłam. Nie potrafiłam udawać i nie chciałam walczyć, więc zrezygnowałam.
Czego nie widać? Nigdy nie przestałam trenować. Nie przestałam starać się jeść zdrowo, wychowując trójkę dzieci. Trenuję, bo to uwielbiam. Moje ciało potrzebuje ruchu, a siłownia wciąż jest moim żywiołem.
Niestety, nawet ja nie jestem odporna na życiowe problemy. Rok 2025 był trudny. Stres, dzieci, projekty. Nie byłam systematyczna. Forma spadła totalnie. Czuję to i … też widać.
Wyrobić formę jest trudno. Utrzymać ją też niełatwo. Fitness to styl życia oparty na dyscyplinie i systematyczności i nie kłamię, czasem bywa nudne. To nie jest 30-dniowe wyzwanie, które naprawi twoje życie na zawsze, choć może być dobre na początek.
Jeśli chcesz wrócić do formy, moja rada jest prosta: obserwuj mniej osób. Scrollowanie zabija cenny czas. Porównywanie się odbiera energię, zwłaszcza dziś, gdy filtry i AI zacierają granicę między prawdą a fikcją. Przestań obserwować konta, które przechwalają się ciałem, przekazując mało wiedzy. Nie potrzebujesz 600-kilogramowych hip thrustów, żeby zbudować zgrabną pupę. Takie pokazówki są imponujące, ale często zbędne i zniechęcające.
Skup się na swoim progresie. Jedyny obraz, który naprawdę ma znaczenie, to ten w twoim lustrze.
Sekret nie jest skomplikowany: systematyczność i czas.
Trenuj. Zmień sposób, w jaki jesz. Rób to codziennie i konsekwentnie. Efekty nie przyjdą z dnia na dzień. Wielokrotnie powtarzłam: Zajmie to trochę czasu, ale rezultaty przyjdą.
Spytaj siebie: Czy dziś naprawdę się starałam, czy negocjowałam z wymówkami? Kto wygrał?
A co ze mną? Tutaj na blogu? Postaram się znowu pisać. Nie codziennie, ale szczerze. Jestem mamą po czterdziestce, wychowującą trójkę dzieci. Miałam dobre lata i bardzo trudne. Wypadałam z rytmu więcej niż raz, ale nie poddaje się. Dalej ćwiczę i staram się robić postępy. 🙂 Nie gonię trendów.
No i potrzebuję nowej nazwy dla tego bloga. FITAPPY kiedyś znaczyło fit + happy. Dziś brzmi jak nudna aplikacja z miesięczną subskrypcją… Macie pomysły? Słucham.